Słów parę po konferencji ...
Wśród wielu wniosków i postulatów, które nasuwają się po wysłuchaniu wystąpień uczestników lidzbarskiej konferencji pt. „Dziedzictwo kulturowe i jego wpływ na edukację regionalną”, tudzież niezależnie od przyjętych w seminarium założeń – z racji samych tylko, należnych historykowi, przekonanemu obrońcy starożytności, zobowiązań i powinności, deliberuję, by:
1
Odwrócić panującą jeszcze w szkołach tendencję w nauczaniu polegającą na przechodzeniu od „ogólnokrajowego ogółu” do „regionalnego szczegółu”. Dać pierwszeństwo dziejom geografii, dniu dzisiejszemu najbliższej okolicy. Co prawda, widać już w nowych programach i podręcznikach zaczątki regionalizmu ale ilość nie przeszła jeszcze w jakość. Pojawiły się programy do różnych przedmiotów (głównie do historii lub tzw. ścieżek międzyprzedmiotowych) ujmujące edukację regionalną, to jednak nie znaczy, że regionalizm stał się znaczącą wartością w nauczaniu. Zbyt wiele zależy od nauczycieli, a ci – z wyjątkiem nielicznych entuzjastów – nie kwapią się aby zmieniać utarte sposoby nauczania. Przecież na maturze, egzaminie na studia, nie stawia się pytań dotyczących określonego regionu. Nie ma pytań typu: „Skąd przyjechałeś i jakie osiągnięcia do kultury ogólnopolskiej, bądź europejskiej, wniósł Twój region?”. Zresztą, to co pobrzmiewa regionalną nutą, słychać raczej w gimnazjach i szkołach podstawowych aniżeli w liceach.
Władze lokalne, samorządowe, gospodarze regionów powinni zatem wspierać nauczycieli propagujących wartości dotyczące „małej ojczyzny”, nauczycieli – autorów propozycji programowych i autorów podręczników do historii regionu. Można rozpisać konkursy na programy autorskie, można udzielić stypendium i oczekiwać powstania podręcznika, można wreszcie udzielić nagrody, corocznie i tak udzielanej przez gminy, starostwa czy kuratoria, z okazji Dnia Nauczyciela, ale będącej uznaniem zasług na regionalnej niwie. Zdaje się, że zajęte problemami bezrobocia, rozwiązywaniem bieżących problemów, a często mizernej jakości propozycjami kulturalnymi dla tzw. „szerokiego odbiorcy”, władze lokalne nie zajęły się serio powolnym, przemyślanym procesem budowania właśnie lokalnej tożsamości. Brak tu określenia celów lokalnej polityki. Zwycięża doraźność. Owszem pisane są różnego rodzaju „strategie”, w praktyce nie widać działań prostych, niewymyślnych, szybko przynoszących efekty. Ot, choćby konkurs regionalny skierowany do młodzieży albo konkurs wspomnieniowy adresowany do starszego pokolenia. Parę lat temu Wspólnota Kulturowa „Borussia” ogłosiła konkurs pt. „Codzienność”. Lata 40-te i 50-te na Warmii i Mazurach”. Jego rezultaty okazały się niezwykle interesujące, ale do dziś nie zostały upublicznione.
Samorządy dysponują budżetami, rozporządzają machiną biurokratyczną, dysponują np. powiatowymi pracowniami metodycznymi – czy posiadają przekonanie i wolę, żeby obrócić swe działania ku edukacji regionalnej? Może radnych, działaczy samorządowych należałoby przeszkolić w tym zakresie?
2
Na terenie województwa warmińsko-mazurskiego znajduje się wiele miejsc godnych upamiętnienia. Region o tak bogatej, różnorodnej, oryginalnej historii przejawia „wybiórczą amnezję” – na fali rozmaitych mód, przywołuje, odznacza, często wyjęte z dziejowego kontekstu, poszczególne wydarzenia lub postacie, czasami też rocznice. Świadczy to o przedmiotowym podejściu do historii. Szacunek do regionu można wyrazić aprobując wszelkie zamierzchłe, bliższe lub dalsze na linii czasu rozpięte wysiłki ludzkiego autoramentu. Należy je przywołać i upowszechnić tj: umieścić na tablicach z nazwami ulic, drogowskazach, w przewodnikach, wreszcie w okazjonalnych inskrypcjach. Albo rozumie się i pojmuje dzieje ziemi, po której się stąpa jako całość tj: jako chronologiczny ciąg zdarzeń, wyznaczający i nam swoją rolę, albo nie rozumie się nic. Nazywam to „perspektywą brukowego kamienia”, ktokolwiek po nim przeszedł – zostawił swój ślad. Dajmy więc temu wyraz. Stwórzmy atlas historii regionalnej, kanon literatury powstałej w regionie niech będzie dostępny tj. wydany i udostępniony w bibliotekach i szkołach, a media niechaj popularyzują i transportują do powszechnej świadomości odtrutkę na bezimienność. Regionalizm może być wartością wskazującą biednemu regionowi z północno-wschodniej Polski sposób wyjścia z impasu ekonomicznego. Warmia i Mazury dopóty będą ubogie dopóty ich mieszkańcy nie nauczą się sami rozróżniać czym jest Warmia a czym są Mazury. O innych okolicznościach i historycznych niuansach nie ma co wspominać – dla reszty Polski są tu tylko lasy, jeziora i tysiące upadłych PGR-ów. Walory historii w połączeniu z turystyką odkrył właściciel pensjonatu „Galindia” z Iznoty k. Mikołajek.
A reszta?
Jerzy Necio